piątek, 6 marca 2015

Oczami Kota - Rozdział 1

Moje życie zaczęło się w tym mieście - w Kansas. Przez pierwsze sekundy mojego dopiero rozpoczętego życia, czułem chłód. Potem piski reszty kociąt, a po chwili poczułem ciepły brzuch mojej matki. Nie do końca pamiętam wszystko z moich pierwszych dni - w końcu byłem wielkości ręki a w dodatku ślepy, głuchy i bez zębów. Pamiętam tych dwóch małolatów którzy zniszczyli mi życie...ja, moja matka i rodzeństwo byliśmy skazani na tych tyranów. Mieszkaliśmy w komórce. Było tam ciemno i zimno. Mojej matce do jedzenia dawali resztki z obiadu, a czasami śmieci. Nie miała mleka żeby wykarmić mnie oraz moich braci i siostry. Byliśmy skazani na śmierć...zwłaszcza ja - najmniejsze chucherko z miotu sześciu kociąt. Już dawno bym nie żył, gdyby nie to, że ta dwójka człowieków chciała mieć "Zabawki". Zlitowali się i zaczęli karmić naszą matkę w miarę normalnym jedzeniem. Ja i moje rodzeństwo przybieraliśmy na wadzę i rośliśmy z każdym dniem, tak samo jak matka. Pamiętam jak wyglądała moja matka i rodzeństwo - miała kremowe futro, jedną łapę miała czekoladową. Pamiętam też jej cudowne, szafirowe oczy...Moje rodzeństwo było kremowe w brązowe pręgi lecz ja...jedyny z miotu byłem czarny jak węgiel. W świetle moje futerko lśniło czekoladowym kolorem...no nic. Kiedy tylko otworzyliśmy oczy...mama znowu była karmiona tymi śmieciami, a my...my nie mieliśmy chwili spokoju - ci wredni ludzie torturowali nas. Albo podtapiali w wiadrze z wodą, albo podpalali dla zabawy ogon, albo rzucali nami o ściany. Nasza mama mogła tylko patrzeć gdyż była zamknięta w klatce...takie tortury najpierw spotykały moje starsze rodzeństwo...w końcu przyszła moja kolej. Miałem wtedy dwa tygodnie. Musiałem szybko nauczyć się biegać i chować. Gdy jeden z dwunogów chciał mnie złapać, drapnąłem go moimi malutkimi lecz ostrymi pazurkami i próbowałem uciec, ale on łapał mnie za skórę na karku...te tortury...nigdy w życiu tego nie zapomnę...piszczałem wtedy jak oszalały, kiedy moje futerko paliło się...w końcu odrastało, ale po jakimś czasie znowu było palone...tak spędziłem wraz z rodzeństwem trzy miesiące życia. Nasza mama zmarła na raka. Zostaliśmy tylko my. Moje rodzeństwo odziedziczyło po świętej pamięci mamie szafirowe oczy a ja - zielone. Zielone niczym szmaragdy. W końcu nadszedł kres tej udręki. Moja najstarsza siostra - Mela - miała plan jak uciec z tego więzienia. Któregoś dnia, kiedy ludzie się upili i bezmyślnie patrzyli w to świecące i wrzeszczące pudełko które wytwarza kolorowe obrazki, my wymknęliśmy się przez otwarte okno...prosto na ulice. Wszędzie w okół psy, ludzie i te ich przerażające maszyny...biegliśmy przerażeni przez wielkie miasto. Dotarliśmy do jakiejś uliczki. Schowaliśmy się w pudle, kryjąc przed deszczem i ogrzewając siebie na wzajem...tak zaczęła się nasza prawdziwa walka o przetrwanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz