Mela zbudziła mnie i resztę wczesnym rankiem. Noc była prawdziwym koszmarem...ledwo udało nam się ujść z życiem. Gdy uchyliłem swe zielone ślepia, słoneczne światło oślepiło mnie na chwilę. W końcu jednak moje oczy się przyzwyczaiły. Ziewnąłem, wstałem i przeciągnąłem się - reszta rodzeństwa zrobiła to samo. Mela rzuciła nam pod nos jakieś śmieci.
- Siostro...mamy to jeść?
- A masz lepszy plan?
Przewróciłem oczami i wraz z moją rodziną zacząłem zajadać, choć niechętnie. To było obrzydliwe...jednak lepsze to niż nic.
- Ruszcie się. Jak chcemy przeżyć, musimy stąd iść.
- Już nas opuszczacie? - Usłyszałem obcy głos. - Zostańcie na śniadanie chociaż...
Wszyscy obróciliśmy głowy w tą stronę, z której dobiegał głos. Na płocie stał wielki bury kocur. Po chwili wraz z nim z płotu zeszły jeszcze dwa koty.
- Te, szefie, coś na wpełzło na posesje. - Wycharczał jeden.
Bury kocur - najwyraźniej przywódca ich bandy - uderzył go w łeb i syknął:
- Widzę głąbie! - Zaczęli nas okrążać. - Wiecie co spotyka takie samotne kociaki jak wy?
Mela syknęła dzielnie:
- Nic nam nie możecie zrobić.
- Możemy możemy moja droga...ty i twoi zapchleni koledzy wleźliście na nasz teren.
- Niby skąd mieliśmy to wiedzieć?
- Po zapachu ty głupia pchło...
- Zapachu? Chyba raczej smrodzie ty niedorobiona, bezużyteczna, wyleniała, pseudo ćwierć szmato bez rodowodu!
- HAHAHAHAHA! ALE CIĘ ZGASIŁA SZEFIE! - Te dwa koty pękały ze śmiechu. - M...M...MAŁOLATA CIĘ ZGASIŁA!
Ich szef dał im w pysk po czym warknął:
- Zapomnieliście dla kogo pracujecie wy niemyte szczurze móżdżki!?
- SKĄD!
- No! A ty durna małolato...ty i twoi kumple WON STĄD, ALE JUŻ!
Mela spojrzała na niego ironicznie i rzekła sarkastycznie:
- A jeśli nie, to co?
- Sama tego chciałaś... - Zaczął odchodzić, ale po chwili rzekł cichym głosem. - Zabić ich.
Rozpłynął się niczym cień. Kocury skoczyły na nas, lecz moja siostra wskoczyła jednemu na głowę, odbiła się od niego tylnymi łapami i wylądowała na ogonie drugiego. Wraz z rodzeństwem ruszyliśmy do ataku. W okół latała sierść. Asfaltowy chodnik i ceglane ściany były zabrudzone szkarłatną krwią. W końcu napastnicy uciekli, a bury kocur - w bitwie poznałem jego imię, a brzmi ono Harry - oświadczył że to terytorium jest nasze, lecz pewnego dnia, jego gang wróci po zemstę. Po tym uciekł za swoimi sługami. Mela miauknęła głośno, by oznajmić że to nasz teren. Potem wszyscy zasnęliśmy. Po raz pierwszy czułem się przydatny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz